Człowiek, który bał się żyć to pozycja ze wszech miar wyjątkowa, po którą warto sięgnąć niezależnie od tego, w jakim momencie życia jesteśmy. Miguel Ángel Montero zbudował opowieść, która stała się symbolem miłości i ogromnej motywacji napędzanej odwagą. To historia, która dotyka niezwykle ważnych kwestii, jednak W londyńskim ogrodzie odnaleziono martwego człowieka. Jak podaje BBC, mężczyzna prawdopodobnie wypadł z podwozia samolotu na lotnisko Heathrow. Policja Metropolitalna wyjaśnia okoliczności wypadku. Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku Ciało mężczyzny w ogrodzie w londyńskiej dzielnicy Clapham zostało odnalezione w niedzielę, 30 czerwca. Mieszkańcy domu na Offerton Road po dokonaniu makabrycznego odkrycia wezwali na miejsce policję - podaje BBC. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że ciało należy do pasażera lecącego na gapę, który ukrył się w podwoziu samolotu Kenya Airways. Maszyna leciała do Londynu z Nairobi. Po wylądowaniu w komorze podwozia odkryto torbę, wodę i trochę jedzenia - przekazał rzecznik Metropolitan Police. Przedstawiciele linii lotniczych Kenya Airways w wydanym oświadczeniu zapewnili, że samolot został skontrolowany przed startem i nie zgłoszono żadnych uwag. Lot bez międzylądowania z Nairobi do Heathrow zajmuje prawie dziewięć godzin. Zobacz także BBC przypomina, że nie jest to pierwszy tego typu wypadek w pobliżu lotniska Heathrow. W sierpniu 2012 roku znaleziono ciało mężczyzny w podwoziu samolotu z Kapsztadu. W czerwcu 2015 roku na dachu centrali sklepu internetowego na Kew Road w Richmond odnaleziono zwłoki mężczyzny. CZYTAJ TAKŻE: Koniec alkoholu na pokładzie Ryanaira? Przewoźnik ma dość pijanych

Bercik! Człowiek który zjadł moją ośmioletnią karierę jedną szesnastką xD udostępniać! https://www.youtube.com/watch?v=WhiCQPMkzZw

9 maja 1987 roku rozbił się samolot LOT-u lecący z Warszawy do Nowego Jorku. Zginęli wszyscy - 183 osoby. Lotnisko zamarło z grozy. Ludzie płakali. A w wśród nich stała Janina Szulc-Tomaszewska i szlochała ze szczęścia. Jako jedyna nie weszła na pokład tego samolotu. Wiele razy będzie wracała myślą do szczegółów, które uratowały jej życie. Pan Bóg się musiał porządnie napracować, żeby Janina Szulc-Tomaszewska nie wsiadła do samolotu rejsowego Polskich Linii Lotniczych LOT "Kościuszko". Samolot wystartował o godzinie dziewiątego maja 1987 roku z lotniska Okęcie w Warszawie i udał się w podróż, z której już nie wrócił. Rozbił się i spłonął doszczętnie w Lesie Bóg w różny sposób daje znaki. Marianna Pawlak, matka Janiny, miała sen. Taki zwyczajny, że córkę na lotnisku zatrzymali celnicy. - Zobaczysz, będziesz miała kłopoty - powiedziała do niej rano. Tej samej nocy Janinie śniło się zbiegowisko ludzi. Przepycha się przez nich, a na ziemi leży na wpółzwęglony jej przyjaciel Paul. Macha do niej rękami i rozpaczliwie krzyczy: Don't go! Don't go! (Nie jedź, nie jedź!). Pomyślała, że to Paulowi grozi Ameryki miały obie lecieć jednym samolotem. W ostatniej chwili Janina kupiła sobie bilet na 9 maja, a mamie na 15 czerwca. Tłumaczyła, że musi na jej przyjazd przygotować mieszkanie. Gadanie, przecież już od siedmiu lat mieszkała w New Jersey i od dawna planowała zaproszenie mamy. To był podszept Pana Boga. Najważniejsze było jednak futro. Janina chciała sobie kupić w Polsce czarne norki. Oglądały je w sklepie, ale matka odradzała. "Tyle pieniędzy, 450 dolarów, po co?". Jednak Janina się uparła. I kupiła. Zapakowała je na podróż w walizkę, ale po chwili z niejasnych powodów przełożyła do dużej torby. Ale żeby spełnił się zamysł Pana Boga, musiała się jeszcze spóźnić na lotnisko. Z Łomży do Warszawy odwoziła ją cała rodzina: były mąż, dorosłe dzieci. Matka została w domu. Miała jechać również siostra, ale jej córeczka nagle dostała wysokiej gorączki. (Później się okaże, że gorączka równie nagle ustąpiła). Zmitrężyli z tego powodu pół godziny. Było już późno, za późno, żeby stanąć w długiej kolejce do oclenia. Janina wzięła więc torbę z futrem i skierowała się do krótszej, gdzie odprawiano podróżnych, którzy nie mają niczego do życie, komu śmierćPo drugiej stronie lustra Mojry ostrzyły już nożyczki, żeby poprzecinać nitki wielu żywotów. Było im wszystko jedno, które przetną, byle ilość się zgadzała. Jeden z celników, pełniący funkcję inspektora, miał problem. Jego serdeczna koleżanka bardzo chciała polecieć do Nowego Jorku tym samolotem. Ale nie było już miejsca. Jedyne wyjście - zatrzymać kogoś z czekających. Stanął z boku i typował ofiarę. Dostrzegł kobietę na końcu kolejki. Była sama i trzymała wielką torbę. Odwołał ją do kontroli. Miał szczęście: w torbie znalazł poprosiła, żeby oddał futro jej rodzinie. On, że nie. Przychodziły stewardesy, podszedł kapitan Zygmunt Pawlaczyk. Panie kapitanie, pytały, czy możemy poczekać na pasażerkę? Możemy poczekać 15 minut, powiedział i spojrzał na Janinę. Zapamiętała jego twarz na zawsze. Koleżanka inspektora również poprosiła, żeby puścił kobietę, bo znalazło się wolne miejsce. Ale machina urzędnicza już poszła w ruch. Lećcie sami, tę panią muszę zatrzymać, powiedział do wyrzuty sumienia, bo kobieta się nie awanturowała. Milczała. Było mu przykro, gdy kierował ją do kontroli osobistej. Przecież wiedział, że niczego nie znajdą. Samolot odleciał. Niech pani się nie przejmuje, pocieszał, może pani lecieć przez Chicago. Z tego zakłopotania dwa razy pisał protokół. Nie wiadomo, ile to trwało, bo czas jakby się zatrzymał. Janina pamięta tylko, że podszedł do niej wopista i patrzy dziwnie. Wie pani co? - zagadnął. - Samolot miał awarię, może pani jeszcze poleci. Ale zaraz przyszedł drugi i mówi co innego. Samolot spadł i się zapalił. Nie wierzyła. Straszne wiadomości najpierw wydają się głupie. Są za duże, żeby zmieściły się w głowie od razu. Więc rodzina stoi w komplecie i nie wie, co robić. Wtedy podszedł inspektor. "Ja pani życie uratowałem", mówi. "Wszyscy zginęli. Na pani miejsce poleciała moja znajoma", rozpłakał PAPŹródło: PAPSzczęściaraBardzo chciał porozmawiać z uratowaną przez siebie kobietą. Spotkali się przy kawie jeden, jedyny raz i nigdy więcej. Przygniatało go poczucie winy, że wysłał na śmierć koleżankę. Patrzył na Janinę jak na częściowe odpuszczenie grzechu. Żeby ją chociaż uratował w sposób czysty. Przecież najpierw wyrządził jej zło, które dopiero na dobro się obróciło. Opowiedział jej o swoim życiu, dał adres i zdjęcie, które nosi w portfelu do dziś. I już nic więcej. Janka zawsze miała szczęście, ale w drobniejszych sprawach. Wylosowała malucha, wygrała na loterii, wyczuła ogień, zanim rozszedł się temu uratowała amerykańską fabrykę przed spłonięciem. Dotąd była zwykłym pracownikiem, a odtąd bohaterką. Pomagała szczęściu, fakt. Od dziecka marzyła o życiu lepszym niż to, które wiodła w Łomży jako żona poborcy podatkowego. A wcześniej jako córka niezamożnych rolników. Brała dodatkowe prace, odkładała pieniądze, czytała pismo "Ameryka". Wreszcie wyjechała. Znalazła dobrą pracę. Na raty kupiła dom. Ściągnęła do siebie córkę z mężem, syna z żoną. Każdemu załatwiła pracę. Czy nie jest szczęściarą? Może dlatego Pan Bóg jej pomógł, żeby ona pomagała ty żyjesz?Matka Janiny, Marianna Pawlak, kąpie prawnuczka. Nagle odczuwa taki żal, że zaczyna płakać. Dzwoni telefon. To kolega Janiny. Pyta Pawlakową ostrożnie, czy oglądała telewizję? "Nie". "A radia słuchała?". "Nie, a coś się stało?". "A którym samolotem Janina leciała? Bo wie pani, był wypadek". Przyszła Marianna do obrazu Matki Boskiej, uklękła, modli się i płacze. A Matka Boska mówi, nie płacz, twoja córka żyje. Boże, jak to, wszyscy zginęli, a ona żyje? Później dzwoni syn Janiny, że ona żyje. Marianna nie wierzy, a może boi się uwierzyć. Przekonał ją dopiero głos córki w telefonie. W Nowym Jorku wyszedł po Janinę na lotnisko jej przyjaciel Paul. Wraz z informacją o katastrofie dotarła tu lista pasażerów, którzy zginęli. Wśród nich było nazwisko Szulc. Paul opłakał przyjaciółkę. Smutną informację przekazał innym znajomym. Nie wierzyli oczom, gdy wróciła żywa. Zbiegiem okoliczności na liście znalazły się dwie osoby o nazwisku PAPŻycie po szczęściuW katastrofie "Kościuszki" zginęły 183 osoby. Wypadek wstrząsnął wszystkimi, ale samoloty wciąż startowały i lądowały. Ludzie wsiadali i wysiadali. W pierwszym tygodniu wśród pasażerów czekających na odprawę panowała cisza. Pięć dni po katastrofie Janina Szulc-Tomaszewska leci do Nowego Jorku. Idzie przez lotnisko na drewnianych nogach, ma specjalną opiekę stewardesy. Boi samolocie jakaś kobieta mieszkająca w Kabatach opowiada, że ludzie zdejmowali pierścionki z pourywanych rąk rozrzuconych po lesie. Janina płacze, dają jej drinka. Ktoś się wtrąca, że była jedna, co miała lecieć, ale nie poleciała. "To ja jestem, to ja jestem", chlipie Janina. Pasażerowie przychodzą ją dotykać. Odetchnęli. Nic im się nie stanie, bo leci z nimi szczęściara. Cała załoga wpisuje jej się do książki, którą dostała od LOT-u na pamiątkę. Prócz książki dali też lalkę z Cepelii i prawo do darmowego przelotu raz w roku. Został jej też paszport z przekreśloną pieczątką, datowaną 9 maja 1987 r., obok pieczątka z 14 maja. I wycinki futroDwa miesiące później, w lipcu, odbył się zaoczny proces o futro. Janinę uniewinniono. W uzasadnieniu wyroku napisano, że okazała się prawdziwą patriotką, ponieważ udzieliła setek wywiadów prasie całego świata i nigdzie nie wyraziła się o Polsce źle. Tym sposobem czarne norki wróciły do niej. Przywiózł je z Polski syn. Ucałowała futro na dzień dobry. Wielu ludzi przychodziło je oglądać. Janina zakłada norki tylko do kościoła. Raz w roku daje na mszę za ofiary katastrofy i za swoje ocalenie. Artykuł pierwotnie ukazał się w magazynie "Wróżka" w lipcu 1998 roku. jest taka, że im mniejsza jest prędkość Posadzę was do samolotu, który może przed lądowaniem, tym łatwiej jest lecieć z prędkością 120 węzłów (222 potem kontrolować samolot poruszający km/h), czyli znacznie szybciej niż samo- się po pasie startowym. chody na drodze, nad którą będziecie Z drugiej strony, samoloty nie mogą Potrzebujesz ok. 4 min. aby przeczytać ten wpis „Księga rekordów Guinnessa” została wydana po raz pierwszy w 1955 roku. Zostały w niej zapisane ciekawe rekordy, zarówno te nietypowe, jak i śmieszne. Niektóre mogą mrozić krew w żyłach, ale również sprawiać, że bardzo się zdziwimy. Oto część z nich. Tryśnięcie mlekiem z oka na największą odległość Jest to jeden z najbardziej nieprawdopodobnych oraz nieco obrzydliwych rekordów Guinnessa. Ustanowił go Ilker Yilmaz z Turcji, który wlał sobie mleko do nosa, a później wytrysnął je za pomocą oka na odległość 279,5 cm. Największy samolot, który został zjedzony przez człowieka Brzmi to nieprawdopodobnie, jednak jest to prawdziwy rekord. Michel Lotito może jeść rzeczy, których inni ludzie nie byliby w stanie nawet przełknąć. Może jeść zarówno metal, jak i szkło – nawet całe żarówki! W latach 90. zaczął konsumować samolot Cessny 150. Swoje nadzwyczajne umiejętności Lotito zawdzięcza bardzo trwałym zębom oraz niezwykle grubej wyściółce żołądka. Najszybsza muszla klozetowa Ten rekord jest dość zabawny, a to za sprawą połączenia muszli klozetowej z silnikiem spalinowym. Taka muszla na pewno nie byłaby przydatna w momencie, kiedy chcielibyśmy szybko skorzystać z toalety. Jej wynalazcą, a zarazem konstruktorem jest Colin Furze, który znalazł się w „Księdze rekordów Guinnessa” również z innymi dziwnymi pomysłami. Ulepszona przez niego muszla klozetowa może się poruszać z prędkością nawet 88,5 km/h. Co zabawne podczas jazdy można w niej spuszczać wodę. Guinness World Records – Colin Furze – Meet The Record Breakers Największa ilość fajerwerków odpalonych z ciała Tego rekordu nie polecamy próbować pobić. Todd DeFazio postanowił odpalić na własnym ciele jak największą ilość fajerwerków. Przywiązał je zarówno do torsu, jak i nóg oraz głowy. Pozwoliło mu to na odpalenie za jednym razem 15 fajerwerków. Na szczęście nie doznał żadnych obrażeń. Otwieranie butelek za pomocą czoła Kapsle z butelek z napojami zazwyczaj ściągamy za pomocą otwieracza do butelek. Ahmes Tafzi z Niemiec potwierdził jednak, że można to robić również za pomocą własnego czoła. Takim sposobem otworzył aż tuzin butelek i zapisał się w „Księdze rekordów Guinnessa”. Najwięcej założonych T-shirtów Z taką umiejętnością Sanath Bandara na pewno będzie mógł w łatwy sposób zaoszczędzić na bagażu rejestrowanym. Pobił wcześniej ustanowiony rekord i założył na siebie aż 257 T-shirtów w ciągu godziny. Największy kod QR Kody QR można zauważyć na wielu plakatach, ale również opakowaniach produktów, czy książkach. Pozwalają na przejście do aplikacji lub stron internetowych w łatwiejszy sposób, niż poprzez wpisywanie nazwy strony w wyszukiwarce. Rodzina z Kraay w Kanadzie postanowiła przenieść popularny kod QR na swoje pole kukurydzy, dzięki czemu stworzyła piękny i niesamowity labirynt. Kod QR ma powierzchnię aż 29 metrów kwadratowych i widoczny jest nawet na Google Maps. Associated Press – armer Makes Corn Maze Shaped Like QR Code Największa ilość arbuzów zmiażdżona udami Olga Liaschuk – Ukrainka zajmująca się body buildingiem – postanowiła pobić ten rekord. Dzięki wypracowanym mięśniom potrafiła zgnieść trzy arbuzy w niespełna 14,65 sekundy. Dmuchnięcie ziarnka grochu na największą odległość Taki rekord mógł zostać pobity tylko przez kogoś z bardzo wydajnymi płucami. André Ostfold ma już inne rekordy Guinnessa na swoim koncie – najszybsze przebiegnięcie w chodakach oraz w butach narciarskich na 100 metrów – ale ten jest dość niezwykły. Podczas imprezy w Niemczech 12 lipca 2014 roku jednym dmuchnięciem przesunął ziarenko grochu na odległość 7,51 metra. Największa kolekcja gumowych kaczek Charlotte Lee może się pochwalić największą kolekcją gumowych kaczek. Zbiera je od 1996 roku i ma już 5631 sztuk. Wszystkie są wyeksponowane w jej domu. Kąpiel w towarzystwie tylu gumowych kaczek musi być naprawdę zabawna. Fot. Francis Dean/Corbis News/Getty Images 12K views, 188 likes, 23 loves, 1 comments, 6 shares, Facebook Watch Videos from Busem Przez Świat - Bus Around The World: Pośrodku oregońskich lasów stoi stary samolot pasażerski, który wygląda jak
Monsieur Mangetout świat czasami może być niesprawiedliwy. Wszyscy mamy swoje talenty, ale niektórzy po prostu nie są celebrowani tak bardzo, jak na to zasługują. Światowej klasy aktorzy, sportowcy i pisarze są uważani za bohaterów, ale co z Michelem Lotito? Zjadł cholerny samolot! Legenda Monsieur Mangetout zaczyna się zanim przejdziemy do samego niesamowitego wyczynu, prawdopodobnie potrzebujesz trochę kontekstu. Więc zapnij pasy na historię niezwykłego życia Lotito. Urodził się w Grenoble we Francji w 1950 roku., Od dziewiątego roku życia rozwinął niezwykłą tolerancję i zamiłowanie do jedzenia niebezpiecznych przedmiotów, takich jak szkło i metal, które zazwyczaj są niestrawne. zgodnie z legendą, pierwszy atak nietypowego jedzenia nastąpił, gdy kieliszek, z którego młody Lotito pił, zaczął żuć fragmenty. Dlaczego tego rodzaju rzeczy był zachęcany, nikt naprawdę nie może powiedzieć, ale młody człowiek został wkrótce zbadany i przetestowany przez lekarzy i gastroenterologów. Jego zdolność była wyjątkowa, określili, przypisując ją stanowi znanemu jako pica., To dało Michelowi smak niezwykłych, nieżywnościowych przedmiotów. niemożliwa Biologia Lotito na szczęście dla niego, lekarze wkrótce stwierdzili, że miał niesamowicie odporny układ trawienny, z super grubą wyściółką żołądka i jelitami. W rezultacie mógł” bezpiecznie ” spożywać niemal wszystko. I tak rozpoczęła się niesamowita kariera Monsieur Mangetout ( , Jego technika polegała na zmniejszaniu metalowych przedmiotów na mniejsze kawałki, co ułatwiało jego ciału obsługę, utrzymując gardło smarowane olejem mineralnym. W ten sposób regularnie zjadał dwa funty metalu każdego dnia! w trakcie kariery Monsieur Mangetout, jego dieta obejmowała 18 rowerów, siedem telewizorów, dwa łóżka, 15 wózków sklepowych, komputer, trumnę (Uchwyty i wszystkie), parę nart i sześć żyrandoli., To dość imponujące jak na nikogo standardy, ale szczytem jego kariery rozrywkowej był czas, kiedy zjadł cały cholerny samolot. zgadza się. W 1978 roku zjadł cały samolot Cessna 150. To znaczy, zaczął jeść go w 1978 roku, ponieważ był to żmudny proces kawałek po kawałku, który trwał dwa lata. Ostatecznie w 1980 roku wyłonił się z epickiej bitwy człowiek kontra maszyna latająca zwycięsko. niezwykła spuścizna no i proszę. Lotito zmarł z przyczyn naturalnych w 2007 roku, w wieku 57 lat., Pozostawił po sobie niesamowitą spuściznę jako człowiek z jedną z najbardziej niezwykłych Diet, jakie kiedykolwiek zarejestrowano. Pica jest oczywiście klasyfikowany jako dość niebezpieczny stan, biorąc pod uwagę, że niektóre przedmioty spożywane przez ludzi z tym stanem mogą mieć toksyczne składniki (np. ołów) lub uszkodzić ich wnętrze. Lotito mógł być na to skutecznie odporny, ale jego ciekawa Biologia poruszyła niezwykły problem: zmagał się z jedzeniem miękkich pokarmów, takich jak banany! uważano to za efekt uboczny jego niezwykle silnych kwasów żołądkowych., Dziś trudno jest udzielić ostatecznych odpowiedzi, ale jedno jest pewne: świat nigdy, przenigdy nie zapomni człowieka, który zjadł samolot. wyróżniony w 100 najlepszych BIONACH świętuj 100 lat Ripley ' s Believe It or Not! z naszą najnowszą książką, 100 najlepszych BIONÓW! Możesz także dołączyć do Ripley ' s na Twitterze przez 100 godzin 100 BIONÓW od 8 kwietnia! Będziemy tweetować naszych 100 najlepszych wierz lub nie! Opowieści z okazji premiery książki odliczamy do 10 kwietnia—100 dnia roku! Chris Littlechild, współtwórca Ripleyów.,com
Międzynarodowe lotnisko Juan Santamaria na Kostaryce zostało zamknięte na wiele godzin. Powodem było awaryjne lądowanie samolotu Boeing 757-20 0. Transportowa maszyna złamała się na pół podczas awaryjnego lądowania. Jak widać na udostępnionych zdjęciach i nagraniach wideo, był to samolot cargo firmy DHL. Fernando Parrado i Roberto Canessa Wikipedia Commons40 lat temu ocaleli z katastrofy lotniczej w Andach. Szukali ratunku i aby nie skonać z głodu, dopuścili się kanibalizmu. - Musieliśmy to robić - wspomina jeden z ocalałych. Przez dekady nie wracał do tamtego horroru, w końcu jednak przełamał się i opowiada, jak musiał się złamać, by w obliczu śmierci dopuścić się kanibalizmu. - Życie było silniejsze od śmierci, a ja bardzo chciałem żyć - tłumaczy po 40 latach od tamtej tragedii Roberto Canessa, który przeżył katastrofę lotniczą, a później musiał przetrwać w niedostępnych Andach. Wtedy był studentem, miał 19 lat, dzisiaj jest lekarzem, żyje w Urugwaju. 13 października 1972 r. 19-letni Canessa, student medycyny, wsiadł na pokład samolotu urugwajskich linii lotniczych lecącego z Montevideo do Santiago de Chile. Wraz z nim podróżowało 44 pasażerów. Wśród nich była drużyna rugby The Old Christians, pochodząca ze stolicy początku lot nie przebiegał pomyślnie. Gęsta mgła i chmury uniemożliwiały spokojny lot. Piloci musieli zrobić nieplanowane międzylądowanie na jednym z argentyńskich lotnisk. To właśnie zła pogoda połączona z błędami ludzkimi doprowadziła do katastrofy. Maszyna runęła w dół w momencie, kiedy znajdowała się nad Andami, pomiędzy Argentyną i są uważane za jedne z najbezpieczniejszych środków lokomocji. Do wypadków lotniczych dochodzi bardzo rzadko. Jednak kiedy już ma miejsce katastrofa, zazwyczaj kończy się ona śmiercią wszystkich osób znajdujących się na pokładzie maszyny. Tym razem było jednak większość pasażerów i personelu pokładowego. Przeżyła jednak nadspodziewanie duża grupa osób. Kilkunastu przedstawicieli cywilizacji nagle znalazło się pośród niedostępnych, gęsto zalesionych gór. Wielu z nich zmarło w kilka dni po katastrofie. Ocalałym doskwierały bardzo niskie temperatury, głód. Osiem osób zostało pochłoniętych przez w górach pozostała niewielka grupka ocalałych. Wśród nich znaleźli się Roberto Canessa oraz jego kolega, również student medycyny Nando Parrado. Cała grupa ocalałych znalazła się w opłakanej w Andach panowały wtedy skrajnie trudne warunki. Temperatura spadała nawet do 40 stopni poniżej zera w skali Celsjusza. Dodatkowo ocaleli cierpieli ogromny głód. Skąd wziąć pożywienie? Ziemia pokryta jest grubą warstwą śniegu, więc nie ma co liczyć na znalezienie owoców czy roślin nadających się do zjedzenia. O polowaniu również mogli zapomnieć. Nie mięli ani sprzętu, ani doświadczenia w łowieniu dzikiej zwierzyny. Pozostało jedno rozwiązanie. Dookoła nich znajdowało się wiele ludzkich ciał, które zakonserwowały niskie temperatury. Wszyscy stanęli w obliczu wielkiego dylematu moralnego - zginąć czy dopuścić się kanibalizmu. Dziś Roberto Canessa tak wspomina tamte dramatyczne chwile w rozmowie z "Daily Mail": - Miałem wrażenie, że wykorzystywałem zmarłych. Po chwili pomyślałem jednak, że sam, w razie mojej śmierci, też poświęciłbym swoje ciało, jeśli od tego zależałoby życie innej osoby - pracujący jako lekarz Canessa stwierdza, że w oczach cywilizowanego człowieka to, co zrobił on i inni, było obrzydliwe i przerażające. Przypomina jednak, że te ciała były dla niego i Nando Parrado jedynymi dostępnymi źródłami białka. Ocalały z katastrofy lotniczej mężczyzna dodaje, że było to dla niego traumatyczne przeżycie. Wyznaje dziś, że zwłaszcza za pierwszym razem czuł się upokorzony, kiedy brał do ręki fragment ludzkiego Przyszło mi wtedy do głowy, że może lepiej umrzeć. Ale w tym momencie pomyślałem sobie o swojej matce. Chciałem uczynić wszystko, aby znów ją zobaczyć. Przełknąłem kawałek. To był wielki krok - wyznaje Roberto potem zachęcał pozostałych członków grupy zaginionych w andyjskich górach do zjedzenia ludzkiego mięsa. Nie mieli innego wyjścia. Od tej decyzji zależało wszystko, ich życie. Bez tego kroku nie mogli początkowo liczyli na to, że ktoś przyjdzie im z pomocą, jednak ratunek nie nadchodził. Nie wiedzieli, że służby przeczesujące niedostępne rejony andyjskich lasów nie natknęły się na ich trop. Ekipy ratunkowe uznały więc dość szybko, że nikt nie przeżył znajdujący się w Andach pasażerowie nie mieli o tym pojęcia. Przez ponad dwa miesiące prowadzili desperacką walkę o życie. - Byliśmy na odludziu. Dookoła siebie mieliśmy tylko śnieg, nad sobą gwiazdy - opowiada lekarz. Mimo tych koszmarnych warunków zaginieni wciąż byli w stanie wykrzesać z siebie wolę walki o życie, to ich i Canessa po ponad 60 dniach oczekiwania na ratunek zdecydowali się na dramatyczny krok. Wiedzieli, że jeśli nie ruszą z tego miejsca, mogą umrzeć w przeciągu kilkudziesięciu, a być może nawet kilkunastu dni. Tylko dokąd iść? Dookoła siebie widzieli jedynie śnieg, drzewa i góry. W którą stronę podążyć, aby zwiększyć swoje szanse na przeżycie?Ostatecznie postanowili maszerować po prostu przed siebie. W przypadku sukcesu, gdyby na kogoś się natknęli, mieli powiadomić służby ratunkowe, gdzie znajdują się pozostałe osoby, które ocalały z katastrofy lotniczej. Była to mordercza walka z trudnymi warunkami atmosferycznymi, terenowymi i własnymi słabościami. Wycieńczone, niedożywione organizmy dwóch młodych mężczyzn zaczynały odmawiać marsz trwał 10 dni. Po tym czasie stał się niemal cud, w pewnej chwili bowiem zobaczyli człowieka! Mimo skrajnego wyczerpania obydwaj nie posiadali się z radości. Tym mężczyzną okazał się Sergio Catalan - chilijski farmer. Rolnik zaopiekował się natychmiast dwoma piechurami. Najszybciej, jak to było możliwe, o całej sytuacji powiadomił również chilijskie służby. Te wysłały swoich ludzi po tych, którzy w górach czekali na ratunek. Był to koniec koszmaru ocalałych pasażerów tego tragicznego ta jest niezwykła. Nic dziwnego, że zainteresowała twórców filmowych. W 1993 r. ukazał się obraz zatytułowany "Alive, dramat w Andach", wyreżyserowany przez Franka Cassena po powrocie do domu zdecydował się na kontynuowanie edukacji. Ukończył medycynę. W połowie lat 90. ubiegłego wieku mężczyzna próbował swoich sił w polityce. Wziął nawet udział w wyborach prezydenckich w Urugwaju, które odbyły się w 1994 r. Zwyciężył wtedy Julio María Sanguinetti. Cassena poniósł dużą porażkę. Udało mu się zdobyć nieco mniej niż 1 proc. głosów wyborców, którzy wzięli udział w Cassena pracuje w jednym ze szpitali w Montevideo. Ocalały cudem mężczyzna tak jak wtedy walczył o swoje życie, tak teraz stara się pomagać 2007 r. miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Była to 35. rocznica dramatycznych wydarzeń, jakie rozegrały się w Andach. Do stolicy Urugwaju Montevideo przybył Sergio Catalan, mężczyzna, który dziś ma ponad 80 lat, spotkał się z ocalałymi rozbitkami, którzy zawdzięczają mu spotkaniu nie mogło oczywiście zabraknąć Roberto Casseny. Lekarz przywitał swojego wybawcę już na lotnisku w Montevideo. Przybysz miał na sobie wielkie sombrero, którym machał do tłumu zebranego, aby zobaczyć człowieka, który uratował dwóch Urugwajczyków. Catalan spotkał się również z wiceprezydentem Urugwaju. Druga najważniejsza osoba w państwie podziękowała starcowi za ocalenie swoich rodaków. Chilijczyk zjadł również uroczysty obiad z grupą osób, które zawdzięczają mu życie. 9 października 1890 roku samolot "Eole" francuskiego inżyniera, pioniera awiacji Clémenta Adera wykonał skok długości 50 metrów. Jednak pamiętna data w lotnictwie, i zarazem data pierwszego prawidłowego lotu samolotem, to 17 grudnia 1903 roku, kiedy to dwaj Amerykanie, bracia Wright wykonali serię udanych lotów, pierwszym na świecie tak to prawda, i to prosto z „dziwnych” plików. nie próbuj tego w domu, i proszę, nie próbuj tego w naszej Lotito, francuski artysta, wcześnie uznał, że „normalna” dieta to za mało. Urodzony w Grenoble we Francji Lotito zasłynął z celowego spożywania niestrawnych przedmiotów. Dał się poznać jako Monsieur Mangetout („Mr., Eat-All”) I zjadał przekąski, które wysyłały zwykłych ludzi prosto do szpitala. „w trakcie kariery Monsieur Mangetout, jego dieta obejmowała 18 rowerów, siedem telewizorów, dwa łóżka, 15 wózków sklepowych, komputer, trumnę (Uchwyty i wszystkie), parę nart i sześć żyrandoli. To dość imponujące jak na nikogo standardy, ale szczytem jego kariery rozrywkowej był czas, kiedy zjadł cały cholerny samolot. zgadza się. W 1978 roku zjadł cały samolot Cessna 150., To znaczy, zaczął jeść go w 1978 roku, ponieważ był to żmudny proces kawałek po kawałku, który trwał dwa lata. Ostatecznie w 1980 roku wyłonił się z epickiej bitwy człowiek kontra maszyna latająca zwycięsko.”- Czytaj więcej w Ripley ' s Believe It Or Not Lotito został nagrodzony mosiężną płytą przez Guinessa Book of World Records, którą również zjadł. Michel Lotito (ur. 15 czerwca 1950 w Grenoble we Francji, znany jako Monsieur Mangetout, jadł metal i szkło przez całe swoje życie, począwszy od 1959 roku. , Gastroenterolodzy Prześwietlili jego żołądek i opisali jego zdolność do spożywania 900 g (2 lb) metalu dziennie jako wyjątkową. jego dieta od 1966 roku obejmowała 18 rowerów, 15 wózków sklepowych, siedem telewizorów, sześć żyrandoli, dwa łóżka, parę nart, niskokaloryczny Lekki samolot Cessna i komputer. Mówi się, że dostarczył jedyny w historii przykład trumny (Uchwyty i wszystko) kończącej się wewnątrz człowieka. po raz pierwszy uświadomił sobie swoją zdolność, gdy pękła szklanka, z której pił i zaczął żuć fragmenty. Do października 1997 zjadł prawie 9 ton metalu., Powiedział, że banany i jajka na twardo sprawiły, że zachorował. Pan Lotito zmarł z przyczyn naturalnych 25 czerwca 2007. – Czytaj więcej na UALa.
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/22
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/16
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/339
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/159
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/305
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/118
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/137
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/366
  • 0uvw02q4fo.pages.dev/384
  • człowiek który zjadł samolot